Budżet 2011

68. Posiedzenie Senatu VII kadencji, 11 stycznia 2011 roku

 

Podczas debaty budżetowej Senator Zbigniew Romaszewski poruszył dwa zagadnienia. Senator mówił o finansowaniu nauki i szkolnictwa wyższego oraz o funduszu pomocy kombatantom.

Senator mówił o konstrukcji ustawy budżetowej oraz o pracy Izby nad budżetem:

… sam sposób budowania budżetu, budżet, który ma 75% wydatków sztywnych, nie daje dużych możliwości. Z tej gęstwiny cyferek, przed którą my stajemy, nie jesteśmy w stanie wygenerować realnych zmian w budżecie. Muszę powiedzieć, że ja dużo lepiej wspominam czasy - i może należałoby do tego powrócić - kiedy gdzieś w marcu czy w kwietniu myśmy przyjmowali założenia polityki społeczno-gospodarczej, które mówiły o tym, że chcemy przesunąć pieniądze na przykład z obrony narodowej na naukę albo na pomoc społeczną. Myślę, że w gruncie rzeczy jest to dużo lepsze. W tej sytuacji my stajemy właściwie przed problemem żyrowania budżetu, który faktycznie został przygotowany przez rząd, przysłany nam przez Sejm, a my cóż, możemy po parę milionów przełożyć, kiedyś był taki zwyczaj, że lokalnie można było ten budżet o 1 milion czy o 2 miliony zmienić.

W sprawie finansowania nauki i szkolnictwa wyższego Senator powiedział:

… Okazuje się, że w tej sytuacji los naszej nauki i naszego szkolnictwa wyższego w budżecie przedstawia się niezwykle marnie, powiedziałbym, że wręcz niepokojąco. I ta sytuacja powtarza się praktycznie co roku, jest to kwestia zupełnie systematyczna, a ta zapaść nauki i szkolnictwa wyższego ustawia i będzie ustawiała nasz kraj na marginesie rozwijającego się świata.

Poważna dyskusja na temat sposobów finansowania i nakładów, jakie ponosimy na badania i rozwój, na szkolnictwo wyższe, właściwie ginie w powodzi haseł, które wypowiadamy, mówiąc o rozwoju, innowacyjności, postępie, bo okazuje się, że nie towarzyszą temu żadne środki, które by pozwalały nam zająć właściwe miejsce.

Chyba mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że nasze nakłady na naukę, czyli badania i rozwój, od czasów PRL, kiedy wynosiły 1,5% PKB, systematycznie, właściwie począwszy od roku 1980, zaczęły spadać, przeżyły lekką stabilizację w roku 1990, po czym nastąpił dalszy systematyczny spadek. W tej chwili nasze nakłady na badania i rozwój kształtują się gdzieś na poziomie 0,6% produktu krajowego brutto. A jeżeli chodzi o budżet, bo to każdy może sprawdzić, nakłady na naukę wynoszą 0,3%.

Można to porównać z tym, co się dzieje na świecie, i to nie tylko w takich krajach jak Luksemburg czy Szwecja, w krajach bogatych, gdzie wysokość nakładów na naukę, na badania i rozwój to około 1 tysiąca 370 dolarów - 1 tysiąca 350 dolarów na jednego mieszkańca. W Polsce kształtują się one tylko na poziomie 67 dolarów na mieszkańca. Ale nie porównujmy się z takimi krajami, możemy porównać się z Czechami, gdzie te nakłady wynoszą 369 dolarów, możemy się porównać z Węgrami, gdzie one wynoszą 180,9 dolara, nawet ze Słowacją, gdzie te nakłady też są większe i wynoszą 92 dolary. Tak to wygląda finansowanie naszej nauki.

Możemy również odnieść się do tego, jak to wygląda w stosunku do nakładów, z uwzględnieniem wielkości produktu krajowego brutto na jednego mieszkańca. I tutaj już nie będziemy się porównywali z Norwegią, w której dochód na mieszkańca jest mniej więcej 3,3 raza wyższy niż w Polsce, a nakłady są dziesięć i pół raza wyższe, ale na przykład z Finlandią, w której PKB na mieszkańca jest dwukrotnie wyższe, zaś nakłady na naukę na jednego mieszkańca są czternastokrotnie wyższe. W Czechach, które mają PKB na mieszkańca 1,4 raza wyższe, te nakłady są cztery i pół raza wyższe. Na Węgrzech, gdzie dochód na mieszkańca jest prawie taki sam jak u nas, to znaczy PKB na mieszkańca wynosi 109% tego, które jest w Polsce, nakłady są 2,22 raza wyższe.

To obrazuje zjawisko, które niewątpliwie musi zakończyć się pewną degradacją naszego kraju i zajęciem marginalnego miejsca w skali cywilizowanego świata. Myślę, że jest to bardzo niepokojące i powinniśmy poświęcić temu dużo więcej uwagi.

Niewątpliwie nakłady na badania i rozwój w zasadzie kształtują miejsce kraju w cywilizowanym świecie. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że choć rozwój gospodarczy kraju ma ogromne znaczenie, to jednak właśnie ten kapitał ludzki, kapitał nauki, kapitał badań determinuje miejsce tego kraju w świecie.

No cóż, okazuje się, że na przykład w takich Stanach Zjednoczonych 95% prowadzonych badań, w przypadku których perspektywa realizacji, perspektywa zastosowań odsuwa się do trzech, pięciu lat, jest finansowanych z budżetu państwa. To właśnie te badania doprowadziły do tego, że powstała Dolina Krzemowa, że powstały obwody scalone, że powstały nowe materiały o wyjątkowej wytrzymałości czy odporności na substancje szczególnie aktywne chemicznie. Bez tego Stany Zjednoczone nie odgrywałyby takiej roli, jaką w rzeczywistości odgrywają. U nas ta sprawa wygląda dosyć smutno, właściwie chyba w ogóle nie jest zauważana albo traktuje się to tak, że jakoś tam jest i jakoś tam będzie. Można kupić licencje.

Niestety, o ile możemy powiedzieć, że nakłady na szkolnictwo wyższe w jakiś sposób nadążają za wzrostem PKB, o tyle jeżeli chodzi o naukę, to te nakłady spadły mniej więcej dwukrotnie. Jeżeli chodzi o szkolnictwo wyższe, to również nie możemy się czuć w pełni usatysfakcjonowani, bo mimo iż liczba studentów od roku 1990 wzrosła mniej więcej pięciokrotnie - od czterystu tysięcy do prawie dwóch milionów - to okazuje się, że już liczba nauczycieli akademickich wzrosła w rzeczywistości tylko o 60%. Jak to się dzieje, że pięciokrotnie większa liczba studentów wymaga tylko o 60% większej liczby nauczycieli akademickich, tego nie wiadomo. Sądzę, że nie jest to możliwe do zrealizowania bez obniżenia poziomu, musi się to też odbić na możliwościach prowadzenia badań naukowych.

To jest w skrócie obraz, z którym mamy w tej chwili do czynienia. Akurat w naszej Izbie zasiada pewnie z dziesięciu rektorów i ze dwudziestu profesorów wyższych uczelni. Muszę powiedzieć, że właściwie wszyscy czujemy się wobec tego problemu bezbronni przede wszystkim dlatego, że w tej fazie uchwalania budżetu nawet nie jesteśmy w stanie w sposób skuteczny na to reagować. Stąd to milczenie.

Przy okazji badania budżetu miałem możliwość, a właściwie zażądałem możliwości zapoznania się z przeciętnymi wynagrodzeniami w różnych dziedzinach, w różnych branżach. Jeżeli my spojrzymy na to i zauważymy, że doktorant po studiach dostaje stypendium w wysokości 1-1,5 tysiąca zł, adiunkt może funkcjonować za 3 tysiące zł, a profesor za 7 tysięcy zł, to przepraszam, to jest mniej więcej... A są profesorowie nadzwyczajni, których płace mieszczą się w widełkach od 3 tysięcy, o ile pamiętam. Trzeba zrozumieć, że jest to po prostu niemożliwe, że to musi w sposób stanowczy i jednoznaczny prowadzić do drenażu mózgów. W tej sytuacji ludzie zaczynają uciekać, przestają być naukowcami, zaczynają poszukiwać środków utrzymania. Często są to ludzie, którzy w tym momencie zakładają rodziny i zaczynają funkcjonować przede wszystkim w sferze zarobkowej.

Opowiadanie o tym, a o tym często się opowiada, że stworzymy system konkurencyjny, jest, ja bym powiedział, śmieszne, a właściwie tragiczne. To są poglądy, które można spokojnie uprawiać, mając budkę z kartoflami. Nauka jako taka jest dostatecznie konkurencyjna, wynika to przede wszystkim z chęci, ambicji ludzkich i potrzeby wiedzy, samej ciekawości naukowej. Myślę, że żadne reformy bez zwiększenia nakładów na naukę, bez zwiększenia nakładów na szkolnictwo wyższe nie są w stanie tej sytuacji zmienić. Muszę powiedzieć, że jest nam niezwykle przykro, bo właściwie podczas budowania budżetu jesteśmy w tej sprawie całkowicie bezbronni.

Oczywiście ja muszę się nie zgodzić z panem ministrem Rostowskim, to znaczy w zasadzie w jakiś sposób zgodzić się muszę, ale nie wyobrażam sobie tego, ażeby ograniczanie środków publicznych, oszczędności środków publicznych mogły przynieść właściwe rezultaty, jeżeli za pomocą tych środków publicznych nie uruchomimy szkolnictwa wyższego, nie uruchomimy nauki, nie będziemy budowali kapitału ludzkiego.

W sprawie Funduszu Pomocy Kombatantom Senator powiedział:

… jest oczywiście sprawa kombatantów. To jest mój, że tak powiem, konik, ja już któryś raz to forsuję. Czasami mi się to udaje, czasami mi się nie udaje, niezależnie od tego systematycznie powracamy do tej samej sytuacji, to znaczy do sytuacji, w której nakłady na fundusz pomocy kombatantom są zdecydowanie zaniżone, trudno to nawet tak nazywać, one są po prostu drastycznie niskie. Pomysł, że w roku 2011 nakłady na fundusz kombatancki mają wynosić 9 milionów zł wygląda na drwinę z kombatantów. Proszę państwa, osób uprawnionych do korzystania z tego funduszu jest jakieś sto dwadzieścia, najwyżej sto czterdzieści tysięcy. W zeszłym roku do Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych napłynęło czternaście tysięcy wniosków o pomoc, z czego dwanaście tysięcy uznano za słuszne i udzielono jakiegoś wsparcia. Z prostego dzielenia wynika, że to wsparcie wynosiło około 750 zł na osobę. Jest to suma, która może czasami pozwoli kupić lekarstwa, bo zdarza się płacić trzysta kilkadziesiąt złotych za lekarstwa, które są po prostu naszym kombatantom niedostępne. Proszę państwa, w zestawieniu z art. 19 - to jest art. 19, w gruncie rzeczy definiujący, co to jest Rzeczpospolita Polska - w którym mówi się o tym, że Rzeczpospolita Polska szczególną opieką otacza kombatantów, to jest cyniczne, wygląda po prostu jak drwina. Przestańmy zastępować realne działania słowami, bo te słowa niczego nie budują. Dlatego ja zdecydowanie nie tylko popieram, ale domagam się tego, abyśmy uznali, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy są dla Polski niezwykle zasłużeni, a którzy w tej chwili znajdują się często w dramatycznej sytuacji.

Więcej o dyskusji nad tym punktem na stronie Senatu RP.
patrz: stenogramy posiedzeń > 68 posiedzenie > ctrl + F > Zbigniew Romaszewski > pkt. 1