Jest mi przykro, że były prezydent mówi takie rzeczy

Z Senatorem Zbigniewem Romaszewskim rozmawia Jarosław Syróżyk
Wywiad zamieszczony w "Rzeczpospolitej" w dniu 4 września 2007 roku

 

Jarosław Syróżyk: Ja pan traktuje słowa Vaclava Havla o tym, że w Polsce powinny się odbyć jak najszybciej wolne wybory pod kontrolą międzynarodowych obserwatorów?

Zbigniew Romaszewski: Rozumiem, że pan Vaclav Havel traktuje nas po prostu jako kraj dziki. Kraj totalitarny w którym wyniki wyborów są zagrożone, którego ludność nie jest w stanie tych wyborów skontrolować, w którym Sąd Najwyższy zatwierdzający wyniki jest uzależniony od władzy. W takim kraju rzeczywiście niezbędna jest zewnętrzna kontrola podczas wyborów. Tylko dlaczego pan Havel za taki kraj uważa Polskę?

J.S.: No właśnie, dlaczego?

Z.R.: W tej sprawie muszę powiedzieć, że Havel po prostu "odjechał". Duży udział w tym "odjeździe" miała nasza dzielna opozycja, która na każdym kroku stara się zdyskredytować Polskę, jej ustrój i naród w oczach opinii światowej. I to są tego rezultaty. Nie bez znaczenia jest fakt, że Adam Michnik jest jedynym źródłem informacji dla pana Havla na temat Polski. To plus relacje ukazujące się w tzw. poprawnych gazetach europejskich prowadzą do takiego fałszywego obrazu Polski w oczach Havla.

J.S.: To może należałoby przekornie pozwolić na przyjazd zewnętrznych obserwatorów?

Z.R.: Jestem zdecydowanie przeciw. Polska to kraj dojrzałej demokracji i nie możemy sobie pozwolić na takie traktowanie. Na słowa Havla wystarczająca jest zdecydowana odpowiedź medialna. Albo się po niej zaczerwieni, albo nie. Jeśli nie, to trudno.